poniedziałek, 16 grudnia 2013

Tiramisu... dobre na wszystko, a nawet i więcej!

Jakiś czas temu zrobiłam Tiramisu. To mój chyba ulubiony deser. Ale nie jakieś tam, pierwsze lepsze, kupne. Domowe, według włoskiego przepisu.
Nie wiem czy prawdziwy Włoch określiłby moją wersję włoskiego Tiramisu za dobrą, ale dla mnie jest idealna! Mimo, że nie ma surowych żółtek (ale to ze względu na to, żeby nie zepsuło się przez kilka dni, czekając na łasuchy sięgające do lodówki!), wyszło mi... smacznie, mówiąc nieśmiało ;)

Składniki: podłużne biszkopty (można zrobić samemu, ale kupne, oryginalne włoskie są bardzo fajne), świeżo mielona i zaparzona kawa (raczej mocna, najlepiej dobrze zrobione espresso), Amaretto, serek mascarpone, śmietanka kremówka, cukier waniliowy, kakao.


Do wygodnej formy wyłożyć biszkopty (pierwszą warstwę). Świeże espresso wymieszać z Amaretto w proporcji 3:1 (jeśli nie przepadacie za Amaretto, to proporcje mogą być 4:1 lub 5:1, aby Amaretto tylko podrasowało smak kawy, ale nie było wyczuwalne tak bardzo). Polać kawą z prądem biszkopty, dość dokładnie. Ubitą na sztywno kremówkę z mascarpone i cukrem waniliowym wyłożyć na biszkopty. Na wierzch wyłożyć następne biszkopty (drugą warstwę), a następnie powtórzyć czynność: polać kawą z prądem i wyłożyć masę. Jeśli forma jest mała albo składników jest sporo, warstw może być więcej (u mnie są dwie). Na sam koniec posypać wierzch masy kakaem.
Całość włożyć do lodówki, porządnie schłodzić! Wówczas biszkopty rozmokną się, a schłodzone Tiramisu smakuje najlepiej (często trwa to parę godzin)!
Jeśli zamiast jednolitego ciasta chce się zrobić desery w pucharkach, należy te same czynności wykonywać, ale nie w formie, tylko w pucharkach, miseczkach lub innych naczynkach.

Takie Tiramisu odgoni wszystkie smutki, problemy i spowoduje szeroki uśmiech. U mnie to się sprawdza.
Smacznego :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza